|
Już od początku rywalizacji na Spa-Francorchamps wiadomo było, że łatwo nie będzie. Pogoda nie rozpieszczała nikogo, powodując problemy na torze i poza nim. Rzadko zdarza się bowiem, żeby podczas treningów na jednym obiekcie w tak krótkim czasie kierowcy mieli okazję wypróbować wszystkie cztery rodzaje opon. Jednak tego właśnie wymagała od zespołów górska aura. W pierwszej piątkowej sesji Sebastien Buemi pokonał tylko sześć okrążeń, ponieważ w jego bolidzie pojawił się problem, który wymagał wymiany skrzyni biegów. Najlepszy czas Szwajcara wystarczył jedynie na zajęcie osiemnastego miejsca. Nieco lepiej poszło hiszpańskiemu kierowcy STR. Jaime Alguersuari przejechał o dziesięć "kółek" więcej niż jego kolega z zespołu i zajął 16. lokatę. Po południu obaj zawodnicy poprawili swoje pozycje i zanotowali znacznie lepsze czasy. Alguersuari był czternasty, a Buemi siedemnasty. Ostatni trening, który odbył się już w sobotę wypadł jeszcze lepiej pod względem rezultatów na jednym okrążeniu, ale ponieważ cała stawka kierowców pojechała szybciej, Szwajcar i Hiszpan uplasowali się odpowiednio na 16. i 17. lokacie.
Prawdziwe emocje przyszły w kwalifikacjach. Zanim jeszcze rozpoczęła się czasówka kierowcy dostali informacje o zbliżających się opadach. W związku z tym wszyscy wyjechali na tor szybko, starając się uzyskać jak najlepszy czas na suchej nawierzchni. Witalij Pietrow z Renault starał się tak bardzo, że wypadł z toru, powodując przerwanie Q1. Gdy kwalifikacje wznowiono, tor był już mokry od deszczu. Takie warunki spowodowały sporo zamieszania, część kierowców nie zmieniła ogumienia, co skutkowało wieloma wirażami i wycieczkami poza tor. Mimo tych utrudnień obaj reprezentanci Toro Rosso przeszli do drugiej części czasówki. Gdy bolidy ponownie wyjechały na tor, opady deszczu ustały. Świetnie spisywał się zwłaszcza Jaime Alguersuari, który w pewnym momencie wykręcił dziewiąty czas, dając zespołowi nadzieję na awans do decydującej fazy. Pod koniec jednak Hiszpana wyprzedziło w klasyfikacji kilku zawodników i ostatecznie Jaime wywalczył 13. pole startowe. O pechu może natomiast mówić Sebastien Buemi. Szwajcar pierwotnie ukończył kwalifikacje jako trzynasty, ale sędziowie uznali, że hamował znajdującego się za nim Nico Rosberga, w związku z czym kierowca STR został przesunięty o trzy miejsca do tyłu.
Nie tylko pogoda była kapryśna podczas niedzielnego wyścigu o GP Belgii. O sporym pechu może powiedzieć wielu kierowców, w tym Sebastien Buemi, który tuż po starcie został uderzony przez innego kierowcę. Uszkodzona tylna opona zmusiła Szwajcara do natychmiastowego zjazdu do boksu. Po powrocie do walki kierowca Toro Rosso miał kolejne problemy z samochodem, gdyż okazało się, że w wyniku uderzenia ucierpiała podłoga STR5, co z kolei skutkowało nieprawidłową aerodynamiką. Buemi walczył jednak do końca i linię mety przeciął jako piętnasty.
– Po uderzeniu próbowałem wielu różnych rzeczy, jak zmienianie ustawień przedniego skrzydła, ponieważ miałem dużą nadsterowność – zrelacjonował po wyścigu Szwajcar. - Wiele mnie to kosztowało, jeśli chodzi o tempo wyścigu, gdyż wielokrotnie auto nie dawało się dobrze prowadzić. Nie mogłem uzyskać lepszego wyniku, a szkoda, bo był to wyścig, w którym miałem szanse na punkty. Cóż, wyścigi…
Alguersuari wystartował do wyścigu dobrze. Gdy niedługo po rozpoczęciu walki na torze pojawił się safety car, Hiszpan zdecydował się na zjazd do boksów po opony przejściowe, gdyż pojawił się drobny deszcz. Było to jednak złe posunięcie, ponieważ nawierzchnia szybko wyschła, co wymagało kolejnego pit stopu. Takie manewry kosztowały Jaime utratę kilku miejsc. Hiszpański kierowca pokazał jednak prawdziwą wolę walki, gdy z wielkim wysiłkiem przedzierał się z osiemnastego na ostatecznie dziesiąte miejsce, gwarantujące mu jeden punkt do klasyfikacji. Alguersuari utrzymał tę pozycję na mecie, ale po zakończeniu wyścigu sędziowie nałożyli na niego karę doliczenia dwudziestu sekund za "ścięcie" szykany Bus Stop. W efekcie reprezentant STR spadł na trzynaste miejsce, czyli poza punktowaną strefę.
Alguersuari nie krył satysfakcji ze swojego występu w całym belgijskim Grand Prix: – To był dla mnie dobry weekend i jestem zadowolony ze swojej postawy w kwalifikacjach. Wyścig o GP Belgii był najbardziej ekscytującym w mojej karierze. Bardzo trudno było wybrać odpowiednią strategię co do opon. Biorąc pod uwagę potencjał naszego zespołu, myślę, że występ nie był zły. Nie mogę się doczekać wyścigu na Monzie i szansy na pokazanie dobrej formy przed wszystkimi pracownikami naszej fabryki, którzy przyjadą oglądać rywalizację – powiedział.
Pierwsze miejsce na Spa-Francorchamps wywalczył Lewis Hamilton (McLaren). Tuż za nim na mecie zjawił się zaczynający z pole position Mark Webber (Red Bull Racing). Podium uzupełnił polski kierowca zespołu Renault, Robert Kubica. |